„Śpiewam piosenki, które lubię”
Śpiewanie niebanalnych, trudniejszych piosenek nie sprzyja zdobyciu szerzej pojętej popularności, która to niedogodność nie zraża ŁUCJI PRUS. Dzięki temu repertuar tej piosenkarki jest oryginalny, nie przemija z modą, wciąż chętnie słuchany jest przez znawców dobrej muzyki. Cenią oni muzykalność, perfekcję wykonania i miły głos Łucji Prus.

Ukończyła podstawową szkołę muzyczną w klasie skrzypiec, średnią szkołę muzyczną na Wydziale Wokalnym, gdzie na egzaminie dyplomowym śpiewała Bacha, Mozarta, Rossiniego. W 1966 roku nastąpił w Opolu jej debiut estradowy, uwieńczony nagrodą Ministra Kultury i Sztuki za piosenkę "Nic dwa razy się nie zdarza", do wiersza Wisławy Szymborskiej, z muzyką Andrzeja Mundkowskiego.
- Sporo nagród przyniosły pani festiwale piosenek; ostatnią z nich przyznano pani w 1978 roku za piosenkę "Kocham się w poecie" do słów Wojciecha Młynarskiego z muzyką Zbigniewa Namysłowskiego.
- Która podobała się wyłącznie jury... Publiczność oczekiwała czegoś innego. Śpiewam piosenki, które mnie interesują i mnie się podobają - mam odwagę proponować je publiczności, która ma prawo zaakceptować je, czy też odrzucić. Oczywiście nie znaczy to, że chciałabym śpiewać "wyłącznie dla siebie", ale nie zawsze udaje mi się pogodzić gusty szerokiej publiczności z moimi upodobaniami.
- Ma pani opinię bardzo pracowitej piosenkarki...
- To chyba przesada. mam dopiero trzy płyty i jedną kasetę, a poza tym nie często występuję na estradzie. Przyznaję, że sporo nagrałam dla radia (uzbierało się około 100 nagrań archiwalnych). Lubię pracę w radiu, odpowiada mi w sensie psychicznym - czuję się tam najswobodniej.
- Ale odbiór radiowy zuboża pani występ - odpada cała wspaniała otoczka wizualna, która stanowi mocny atut koncertu.
- Nie jestem pewna, czy rzeczywiście "otoczka wizualna" ma w moim przypadku wielkie znaczenie. Nie potrzebuję dużej oprawy. Jeśli uda się osiągnąć nastrój prawdziwego muzykowania, taki koncert uważam za najlepszy, a poza tym nie sądzę, aby moja publiczność oczekiwała ode mnie wrażeń wizualnych. Wiele satysfakcji sprawiają mi koncerty z Włodzimierzem Nahornym i Januszem Skroblem.*
- Ostatnio najczęściej śpiewa pani kompozycje Nahornego?
- Jest wspaniałym kompozytorem, wydaje mi się, że chyba dobrze rozumiem jego muzykę. Śpiewam też piosenki Adama Sławińskiego - któremu zawdzięczam swoje pierwsze piosenki, a także - Jerzego Wasowskiego i Andrzeja Zielińskiego.
- Co pani zadaniem składa się na osobowość estradową?
- W pewnym sensie odmienność od obowiązującej mody, stylu czy linii repertuarowej, oczywiście jeśli jest zgodna z psychiką i warunkami zewnętrznymi piosenkarza.
- Jak długo można śpiewać? Czy istnieje możliwość świadomego przedłużenia tego zawodu?
- Prawdziwy profesjonalista, stale pracujący nad sobą może długo trwać w tym zawodzie, na co mamy wiele przykładów. Gorzej jest jeśli ktoś uważa, że "narodził się po to, by śpiewać piosenki" - w tej sytuacji może mieć problemy. Na szczęście mój stosunek do uprawianego zawodu nie jest aż tak poważny czy skrajny. Śpiewam, bo jest to mój zawód, ale jest jeszcze tyle innych rzeczy na świecie.
- Czy zaskoczyło panią coś w jej pracy?
- Fakt, że aby ten zawód uprawiać, trzeba umieć aż tyle!
Rozmawiała: A. B.
Fot. Tomasz Sikora
Źródło: Panorama (nr 23/80r)