— Jak się zaczęło Pani „życie piosenkarki“, co Panią do piosenki zbliżyło. Czy ktoś w rodzinie gra? Pani pierwsze przeżycie muzyczne.
— Wydaje mi się, że w sposób właściwy zaczęłam traktować swój zawód od roku 1962, kiedy dostałam II nagrodę w konkursie piosenkarskim PR i TV. To mnie zdopingowało. W pierwszych latach studiów wokalnych pociągała mnie pieśń artystyczna (zresztą i teraz pracuję nad tym), ale w większości pieśni artystycznych teksty zupełnie nie do przyjęcia dla współczesnego człowieka, zwłaszcza gdy tłumaczone są z języków obcych. Kiedy np. mam zacząć śpiew „Nie ciskam klątw“ - tracę chęć do śpiewania. Z drugiej strony muzyce z innych epok nie można narzucić współcześnie pisanych tekstów, byłyby jakieś nieprawdziwe. Więc, chyba trzeba by szukać połączenia poezji i muzyki w bardzo dobrej piosence, która jest formą jak najbardziej współczesną. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam wielką orkiestrę symfoniczną, miałam około 10 lat.
— Najmilsze wspomnienie z występów...
— Będąc w Związku Radzieckim w roku 1963, śpiewałam na początku drugiej części programu. Zaczynałam nastrojową piosenką „Odejdź smutku“. Było rzeczą zrozumiałą, że po przerwie ludzie w pośpiechu przemykali na miejsca, kończyli jeść cukierki. Wydawało mi się, że ta piosenka po prostu nie zostanie odebrana, najmilsze było to, że kończyłam śpiewać w absolutnej ciszy. ... Najmniej miłe wspomnienie? Pewna piosenka, która kiedyś mi się ogromnie podobała, którą bardzo przeżywałam śpiewając, okazała się z perspektywy lat po prostu złą piosenką.
— Czy wzoruje się Pani na kimś? Kogo Pani ceni najbardziej z zagranicznych gwiazd?
— Nie staram się wzorować na nikim... Duże wrażenie zrobił na mnie recital Marleny Dietrich i Juliette Greco.
— Jak wygląda współpraca małżeństwa Prus – Mundkowski na polu muzycznym? Mąż – aranżer i kompozytor – to daje okazję do podwyższenia kwalifikacji...
— Bardzo rzadko miewamy oboje chęć do wspólnej pracy. Kłócimy się o dostęp do pianina. Kiedy się zdarzy, że pracujemy razem, rozumiemy się do pewnego momentu, potem każde z nas ma swoje zdanie.
— Plany na przyszłość, propozycje... marzenia....
— Szykanie dobrych piosenek, stworzenie repertuaru w oparciu o znakomite teksty poetyckie.
— Pani ulubiony autor powieści, aktor(ka) filmowy(a).
— Wiesze M. Hillar, współczesne powieści psychologiczne, seria Cezama, Jeanne Moreau.
— Przed jaką publicznością lubi Pani śpiewać?
— Przed publicznością wymagającą.
— Czy Pani lubi jazz, big-beat, a może stare liryczne piosenki literackie? Ulubiona piosenka, którą Pani śpiewa(ła), innych pieśniarzy...
— Tak, Modern Jazz Quartet, ballady Stan Getza, dobre piosenki bez względu na rodzaj: „Odejdź smutku“, „Happy End“ w wyk. Lotte Lenya.
Fot. Zofia Nasierowska
Źródło: Jazz, nr 10/1965 r.